Alleluja!

Jadąc na II ° ONŻ poniekąd wiedziałam, czego mam się spodziewać i dlatego miałam ogromne pragnienie, aby te rekolekcje przeżyć głęboko. Podczas rekolekcji Bóg mnie zaskoczył swoją miłością i pokazał mi, w jak wielu sprawach byłam w błędzie.

Na pierwszym pogodnym wieczorze graliśmy w zabawę, w której jedna osoba miała wcielić się w drugą i ją przedstawić. Kiedy dziewczyna, z którą byłam w parze powiedziała w żarcie, że przyjechałam na rekolekcje, by się nawrócić, ja sobie pomyślałam: Co?! Ja?! Przecież ja nie potrzebuję nawrócenia, bo jestem na dobrej drodze. Teraz jednak wiem, jak bardzo myliłam się. Nawracać się to znaczy w każdej sytuacji życia wybierać to, co wypływa z Boga, więc nawracanie się już jest moim codziennym i świadomym wyborem.

Bóg nie tylko znów powiedział mi, że mnie kocha, ale dał mi prawdziwie doświadczyć, co to znaczy miłość. Gdy ksiądz podczas nauki powiedział, że nie ma wolności bez nazwania niewoli, wtedy prosiłam Jezusa o pomoc w stanięciu w prawdzie. Po kilku dniach na jednej z celebracji czułam swój wewnętrzny krzyk do Boga, że nie dam rady sama z tego wyjść. Odpowiedź na mój krzyk była błyskawiczna! Podczas modlitwy wieczornej mogliśmy jedną ręką dotknąć własnego serca a drugą serca Jezusa i oddać Mu swoje niewole, słabości i ciemności. Wtedy zrozumiałam, że Jezus współcierpi wraz ze mną i z miłości pragnie zrzucić to ze mnie, a wziąć na Siebie. Poczułam się jak Izraelici i zapragnęłam, aby Egipt wyszedł ze mnie, ale tylko i wyłącznie na warunkach Boga.

Bardzo dotknęły mnie słowa księdza podczas szkoły liturgii, gdy powiedział, że kiedy upadnie Komunia Święta, to wtedy wszyscy starają się to wynagradzać, ale nikt nie poczuwa się do wynagrodzenia Słów Chrystusa, które upadają i się marnują. Przecież to ten sam Chrystus zarówno w Słowie jak i w Chlebie! Było mi wstyd, że postępowałam tak samo. Nie wsłuchiwałam się w Jego słowa i tym bardziej ich nie wypełniałam. Bóg wlał w moje serce pragnienie słuchania, stwarzania mnie na nowo i składania się w ofierze na ołtarzu Chrystusowym.

Podczas spowiedzi Chrystus obecny w kapłanie ukazał mi, że brak czegoś może być wielkim błogosławieństwem. Poprzez skupianie się na braku, nie dostrzegałam ogromnego daru od Boga, który nie tylko wynagrodził mi mój brak, ale zaprowadził mnie do prawdziwego źródła życia. Owocem, po powrocie do domu, była odwaga, którą wlał w moje serce Bóg, aby podziękować mojemu tacie za jego wyjazd za granicę, aby utrzymać rodzinę.

Podczas celebracji Paschy usłyszałam, że Exodus to powrót do domu. Całym sercem zapragnęłam powrotu do domu, aby móc odkryć siebie, wejść w komunię z Tatą, Mamą, Bratem i Duchem Świętym i by zawrzeć z Nimi przymierze. W „Drogowskazach nowego człowieka” odkryłam moją drogę realizacji przymierza z Bogiem. Podczas nabożeństwa Misji usłyszałam słowa: „Przykazanie, które ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twoich możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem” Pwt 30, 11. Bóg jednoznacznie dał mi do zrozumienia, że Nowy Człowiek jest na moją miarę, ale tylko wtedy gdy będę z Nim walczyła o swoją tożsamość.

Chwała Panu!