Zacznę nietypowo świadectwo od właśnie tego krótkiego słowa. Jego znaczenia i sensu uczyłam się podczas tegorocznych rekolekcji.

Pierwszy turnus to Oaza Dzieci Bożych – najpierw wyjazd do Mszany był odpowiedzią na potrzebę kadrową – braku animatora. Jednak po kilku dniach okazało się, że moja posługa na Dzieciach Bożych była wielką przygodą odkrywania Boga, który jest Ojcem, w swoim Słowie dający się poznawać i głębiej zobaczyć kim jestem w Jego oczach. Słowo na rozpoczęcie rekolekcji w namiocie spotkania to fragment Ewangelii św. Jana – Wesele w Kanie Galilejskiej. To było słowo, które mnie prowadziło –  napełnianie stągwi codziennością: obecnością, rozmową, zabawą, modlitwą – a Pan Bóg przemieniał tą zwyczajność w coś najlepszego. Sens Eucharystii i jej znaczenie w moim życiu zaczęłam dostrzegać kiedy usłyszałam, że Pan Jezus dał się połamać dla mnie na Krzyżu. Ofiarował się, by mnie karmić sobą – dał się na maxa w całej swojej mocy i łasce. Zasiane ziarenka pozwoliły mi zobaczyć jak rozwija się fasolka, ale i moje życie duchowe zakorzenione w Bogu przez sakrament chrztu świętego. Z całą mocą wołaliśmy o Ducha Świętego i przychodził Święty, Niepojęty, tchnął miłość, którą nas ogarniał każdego dnia.

Drugi stopień Oazy Nowego Życia to bardzo wyczekany czas. Po 10 latach od bycia na dwójce – znalazłam się na niej po raz drugi, tym razem jako animator. Do Węglówki zaprowadziły mnie znów słowa z Ewangelii św. Jana „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.” (J 15,16) Kolejne 17 dni poznawania Boga, który JEST, zbawia, posyła i walczy. Pustynia była przestrzenią odnajdywania siebie, swoich pragnień – często ukrytych bardzo głęboko i słuchaniem głosu Boga. Każdy dzień był wchodzeniem w głąb wiary, modlitwy i sakramentów – co doprowadziło do złożenia moich grzechów, ciemności i słabości w kochającym sercu Boga.  Boga, który ma moc moje kamienne serce przemienić w serce z ciała, co stopniowo się dokonywało. Niewole, w jakich tkwię, Słowo, liturgia i wspólnota pozwoliły na to, by moje przekonanie o samowystarczalności legło w gruzach. Sakrament namaszczenia chorych podczas jednej z Eucharystii dał mi to odkryć. Lęk, jakiego doświadczałam widząc zapis w planie: „Sakrament namaszczenia chorych” był paraliżujący, najpierw nie wiedziałam skąd się wziął i dlaczego. Dotarło przed samą Eucharystią. Bałam się, że Bóg mnie uzdrowi – zwłaszcza w sferze ducha i nie będę mogła zrzucić wielu słabości, grzechów na to, że jestem chora duchowo. Sam sakrament był dla mnie aktem wiary, w to, że Pan Bóg sobie poradzi. I się zaczęło – śpiewaliśmy piosenkę (jak się okazało piosenkę oazy)

„Jezu cichy i serca pokornego,
Uczyń serca nasze według serca Twego!
Ty, który pocieszasz serca strapione,
Weź nasze - kamienne, a daj nam wcielone!”

Tak moje kamienne serce zaczęło mięknąć, zaczęło jeszcze mocniej chłonąć to wszystko co Bóg przygotował i czym obdarzał. Podobny lęk przyszedł przed Exodusem – który był moją Paschą, powrotem do Domu – do jedności, do serca Boga, które kocha, wyzwala według swojego najlepszego planu, a nie moich życzeń. Lęk przed wolnością, której tak bardzo pragnęłam oddałam Bogu i pozwoliłam po raz kolejny Jemu, by zakrólował i stał się moim jedynym Panem i Zbawicielem.

Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że 34 dni rekolekcji było uczeniem się, odkrywaniem i umocnieniem we mnie decyzji wyboru Jezusa, mówienie Mu „Amen” w każdej sytuacji i trwanie w Przymierzu, jakie zawarł ze mną w sakramencie chrztu. Tam ofiarował mi wolność Dziecka Bożego, które może wzrastać  będąc wszczepionym w Jego Bożą Miłość.

Chwała Panu!

Niech się tak stanie!

Amen, Amen, Jeden tylko jest Panem,

Amen, Amen, a Imię Jego jest Amen!

Ania II* ODB i II* ONŻ