Alleluja!
Mam na imię Emilka. O oazie dowiedziałam się od kolegi. Nie miałam jeszcze wtedy planów na wakacje, więc bez zastanowienia zgodziłam się. Nigdy nie byłam na takim wyjeździe i nie wiedziałam co mnie czeka. Nikogo nie znałam. Stres był ogromny. Towarzystwo, które tam było okazało się być nadzwyczajnie miłe i otwarte, dlatego pragnęłam poznać wszystkich. Gdy dojechaliśmy każdy miał już przydzielone pokoje i mieliśmy do nich zanieść swoje rzeczy i zejść na spotkanie organizacyjne. Gdy zobaczyłam nasz grafik odechciało mi się następnego dnia. Dla mnie nie było wykonalne aby cały czas się modlić, lecz z dnia na dzień zaczęłam się przyzwyczajać, a nawet spodobało mi się to. Na modlitwach w głowie rodziły mi się jak dotąd niespotykane myśli. W końcu udało mi się porozmawiać z Bogiem. To był dla mnie szok, ponieważ kiedyś twierdziłam, że Go nie ma. Dał mi wiele znaków, ale niestety czułam, że szatan też o mnie bardzo mocno walczy. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Zaufałam Panu i poprosiłam Go o pomoc. Nadeszła szybko. Pod koniec rekolekcji zaczęłam płakać, przytuliłam się do swojej animatorki i powiedziałam wszystkie moje błędy. Dla mnie kiedyś to było nierealne. Zawsze "zrzucałam cały ciężar" na innych a ja sama byłam bez winy. Po oazie trudno mi było przestawić się ze względu na otoczenie i brak poprzedniej atmosfery. Znów zaczęłam oddalać się od Boga. Ale wróciłam, bo zostałam przez Niego mocno przyciągnięta. Teraz chodzę na oazę w mojej parafii. I chociaż wiem, że będę się nieraz oddalać, to wspomnienia, które nigdy nie zginą będą kazały mi wrócić.
I za to wszystko chwała Panu