Alleluja!

Pan Jezus w czasie tegorocznych wakacji prowadził mnie od samego ich początku. Posyłając mimo innych możliwości do Szlachtowej na OND 3 oraz ONŻ I.

Na czas OND 3 miałam swój plan, jak te rekolekcje przeżyję, jak doświadczę obecności Pana Boga. Jednak mój pomysł nie był najlepszy, zamknęłam się w swoim wyobrażeniu o schematycznym działaniu Boga. A On przyszedł zupełnie inaczej. Mój mur, który budowałam przez fałszywy pogląd, że potrzebuję wielkich znaków, cudów i myślenie „czego mogę doświadczyć na tym OND” -  Bóg zburzył. Dokonało się to poprzez gest umycia nóg, którego dokonał ksiądz moderator. Najpierw pojawiła się reakcja zbliżona do św. Piotra w czasie ostatniej wieczerzy – mnie nikt nie będzie umywał nóg. A jak się okazało, to było dotknięcie tego co dla mnie bardzo się liczyło – to, że zawsze ja służyłam, przez co czułam się ważna, poczucie tego, że ja nie jestem godna tego by przede mną ktoś się tak korzył. Musiałam przemóc siebie. Symboliczny gest, a dał drogę do tego, by Pan Jezus zaczął przemieniać moje serce. Doświadczyłam uniżenia i pokory, czego nie umiałam przyjąć, ponieważ chciałam mieć poczucie bycia silną. Pokazało mi to, że Jezus właśnie wchodzi do takich miejsc mojego życia, do których ja nie chcę by przyszedł – bo są jeszcze nie poukładane, bo nie jestem tam idealna.

Wspólnota jako temat OND 3 był mi bardzo bliski i potrzebny, by doświadczyć na nowo wspólnoty gromadzącej się wokół Chrystusa, we wszystkim co się robi. Ten czas pokazywał mi - mnie samą taką jaką jestem, bez udawania i masek. Dzięki wspólnym wyprawom, zabawie, pracy i modlitwie odkrywaliśmy składniki by stworzyć Bożą wspólnotę, czego potrzebujemy, by ona miała wymiar Chrystusowy i jak ją pielęgnować. Ten proces okazał się swego rodzaju przepisem na „wspólnotową zupę” J na wzór wspólnoty pierwszych chrześcijan z Dz 2, 42.

Doświadczenie Pana Boga, który przemienia moje życie trwało również przez cały czas ONŻ I. Tam Duch Święty stał się tym, który uzdalniał mnie do tego, by trwać przy Bogu. Po raz czwarty przeżywałam pierwszy stopień. Okazał się on moim osobistym spotkaniem z Bogiem kochającym odwieczną miłością, Tym który nieustannie walczy o mnie. Przez cały czas towarzyszyły mi słowa wypowiedziane przez księdza pierwszego dnia, że modlitwa polega na tym, by w całej swojej bezsilności i bezradności stanąć przed Bogiem i przyjąć to z czym On przychodzi. Długo z tym walczyłam. Nadal chciałam być silna, układać sobie życie po swojemu. Pan Bóg i na to znalazł sposób. Zwykłe przeziębienie, które mnie dopadło w połowie rekolekcji okazało się być kluczem. Wtedy modlitwa wieczorna stała się czasem, który chciałam tylko przetrwać. W moim mniemaniu dotknęłam dna. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, choroba nie pozwalała mi się modlić – bo nie mogłam się włączyć w modlitwę spontaniczną. Jednak to była modlitwa, w której stanęłam przed Bogiem z całą swoją bezsilnością i słabością. Pan Jezus dał mi doświadczyć, że tylko o własnych siłach nie jestem w stanie zrobić nic, a modlitwa jest dziełem Ducha Świętego – i moc w słabości się doskonali.

Wraz z moimi słabościami i trudem modlitwy przychodziło potwierdzenie, że Kościół jest moim domem. Ikona w kaplicy, jej wymowa pozwoliła na stworzeniu w moim sercu miejsca, gdzie zagościła Trójca Święta. Napis „Witaj w domu” dawał poczucie bezpieczeństwa i opieki Ojca.

Po raz kolejny uczyniłam Jezusa swoim osobistym, jedynym Panem i Zbawicielem. Czwarty dzień stał pod znakiem, że jest on zmarnowany, nic mi się nie udawało, nie umiałam ogarnąć siebie a co dopiero tych, którzy zostali mi powierzeni. Było tylko jedno wyjście – oddać ten dzień Jezusowi, by On go przemienił i dał mu jakąś wartość. Tak też powierzyłam Jezusowi całe moje życie, oddałam Mu kierownicę mojego samochodu, ponieważ nie chcę by był tylko jakimś wypełnieniem mojego bagażnika.

Czas rekolekcji stał się dla mnie odkrywaniem Słowa Bożego, które jest żywe i skuteczne. Każdy namiot spotkania i liturgia słowa dotykały tego, co powinnam poddać Jezusowi, by stawać się nowym człowiekiem. To był czas oczyszczania moich motywacji, dla których podejmuję się różnych zadań. „Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy”(J 15,2)

Doświadczyłam tego, że Pan Bóg poddaje mnie pokusom, ale sam Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, by był kuszony. Ważniejsze jest to co z tymi pokusami robię, Jezus bez ogródek mówi: „Idź precz szatanie!” (Łk 4, 10). Jedyną drogą by nie stać się tylko osobą ładnie mówiącą o wierze jest budowanie życia na skale – na Chrystusie, by mój dom nie runął gdy pojawią się trudności. (Mt 7, 21-27)

Jezus w czasie tegorocznych oaz to również Ten, który przebacza, w Którego Imieniu jest moje zbawienie. Sakrament pokuty i pojednania stał się czasem działania Łaski. Właśnie tam doświadczyłam przebaczenia, tego którym obdarza mnie Bóg, ale i tego, które rodzi się we mnie i dla mnie samej.

Za wszystkie doświadczenia obecności Pana Boga, za Jego prowadzenie, dotykanie i przemienianie mojego serca, za dar wspólnoty, za to, że szukałam rozwiązań swoich problemów u człowieka a znalazłam je właśnie w Bogu

Chwała Panu!