Alleluja.

Mam na imię Przemek. Na oazę do Szlachtowej (OND III) przyjechałem z przypadku, a raczej z woli Boga jak teraz sądzę. W październiku zeszłego roku zmarł mój Tata. Bardzo to przeżyłem ale dusiłem to w sobie ponieważ jestem najstarszym synem i nie chciałem pokazać że jestem mięczakiem. Każdego dnia modliłem się do Boga za duszę taty ale ze złością zadawałem sobie pytanie dlaczego mnie to spotkało? Modliłem się ale grzeszyłem i to bardzo, jednak Chrystus ciągle na mojej drodze stawiał ludzi którzy kierowali mnie na niego. W pewnych chwilach nawracałem się na właściwą drogę ale było to tylko przelotne i szybko się kończyło w pewnym momencie obwiniłem Boga że zostawił mnie samego ale właśnie w nim widziałem jedyną szanse na pomoc mojemu Tacie w czyśćcu i samemu sobie.

Przyszedł więc dzień kiedy mama powiedziała mi o oazie z racji tego że nie miałem planów na wakacje i że chciałem w końcu pojednać się z Bogiem i Tatą zgodziłem się na wyjazd. Każdy dzień umacniał moją wiarę, przeżyłem na oazie bliskość Boga, zawierzyłem mu wszystkie moje grzechy. Przeprosiłem Boga za to co robiłem do tej pory za to że go unikałem i próbowałem żyć bez niego. Dzięki pojednaniu się z Bogiem zrozumiałem że Tata jest blisko mnie że pomimo tego że nie ma go cieleśnie wokół mnie jego cząstka jest we mnie. Na oazie poznałem ludzi którzy mają problemy podobne do mnie, którzy są grzesznikami tak jak ja ale wierzą i kochają Chrystusa, zdobyłem nowych przyjaciół na których wiem że mogę polegać i wiem teraz że z Bogiem mogę wszystko, a bez Boga nie mogę nic. Oaza to czas naładowania moich akumulatorów wiary na cały rok w walce ze swoimi słabościami i choć wiem że będę miał kryzysy w wierze to Bóg mnie kocha.

Za to wszystko CHWAŁA PANU.